Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2016

[Recenzja] Star Wars: Przebudzenie Mocy



Uwaga: Archiwalna recenzja z 19 grudnia 2015r. 

A long time ago in a galaxy far, far away... Są to słowa, które na pamięć zna każdy szanujący się fan Gwiezdnych Wojen. Obojętnie na, której części się wychował. I poznali je także świeżo upieczeni fani, którzy są po seansie Epizodu VII. Jeżeli masz się za prawdziwego fana Gwiezdnych Wojen a nie znasz tego kultowego zdania to czym prędzej się go naucz mój młody padawanie. A teraz czas ruszyć w jakże odległą galaktykę. ;)


Star Wars: Przebudzenie Mocy. I faktycznie podczas seansu epizodu VII doświadczamy tytułowego przebudzenia mocy. Jednak nie tylko podczas seansu odczuwało się przebudzenie mocy bowiem towarzyszyło ono każdemu fanowi już od początku tego miesiąca co poskutkowało tym, że nikt nie myślał o nadchodzącym świętach, pasterce czy wigilii a o premierze kolejnego epizodu Gwiezdnych Wojen. 


Epizod VII. Nowe Gwiezdne Wojny nie są na pewno produkcją bez skazy. Wiele rzeczy można by było zrobić inaczej i tym samym uniknąć niepotrzebnych potknięć. Jednak największym - jest to, że "Przebudzenie Mocy" jest powtórką z rozrywki, którą mogliśmy zobaczyć w "Nowej nadziei". Spytacie jak to powtórka z rozrywki? Głównym czarnym charakterem jest facio noszący czarne slipki, kogo Wam to przypomina? Lokacje z epizodu VII są kalką lokacji z ep. IV. Muzyka jest świetna, ale nie jest to nic nowego można śmiało stwierdzić, że "Przebudzenie Mocy" bazuje na schematach zastosowanych w poprzednich częściach. 


Epizod VII. W "Przebudzeniu Mocy" poznajemy całkiem nowe postacie jak Finn czy Ray. Niektórzy bohaterowie wypadają naprawdę fenomenalnie a reszta no cóż mniej spektakularnie. Moim skromnym zdaniem nie każda postać wykorzystała swój potencjał mówiąc szczerze to niektóre postacie pojawiły się bez znaczącego celu i bez ich udziału film niczym by się nie różnił. Oprócz nowych postaci w epizodzie VII możemy wśród postaci drugoplanowych zobaczyć znajome twarze i mojego ukochanego Chewiego. W filmie nie brakuje nawiązań do poprzednich części a w szczególności nawiązań do "Nowej Nadziei". 


Epizod VII. Jak spisuje się"Przebudzenie Mocy" w aspekcie technicznym? Z pełnym poważaniem, ale jeżeli chodzi o ten aspekt to film jest idealny. Efekty specjalne są po prostu genialne i są swego rodzaju nagrodą dla oczu do tego dochodzą jeszcze genialna scenografia i nie gorszy montaż. Jeżeli za 40 lat ktoś postanowił oglądnąć "Przebudzenie Mocy" to najprawdopodobniej dalej będzie pod wielkim wrażeniem aspektu technicznego. 


Epizod VII. O tyle ile większość nowych bohaterów była znośna to niestety, ale z mojego punktu widzenia najsłabiej napisaną aka przedstawioną postacią nie był nikt inny niż główny czarny charakter, Kylo Ren [Adam Driver]. Nie jest najgorszy, ale w porównaniu z Darth Vaderem wypada bardzo słabo można rzecz, że jak na razie jest najsłabszym antagonistą sagi. Moje serduszko i zapewne nie tylko moje skradł poczciwy android, którym jest BB-8. Przy nim C - 3PO i R2 - D2 mogą się schować. Zresztą sami zobaczcie klik. ;) 


Podsumowanie. Podsumowując "Przebudzenie Mocy" jest bardzo dobrym filmem. Choć w dużej części bazuje na znanych wszystkim fanom schematach to jednak w niektórych momentach potrafi naprawdę zaskoczyć i chwycić za serducho. Akcji w filmie nie brakuje a co ciekawe z filmu zostało wycięte aż 20 minut dodatkowych scen. Bezpośrednią kontynuacją epizodu XII będziemy mogli zobaczyć niestety dopiero za dwa lata. Jednak to mały szczegół bowiem już w 2016 roku zobaczyć będziemy mogli "Star Wars: Rogue One". Tytułowe przebudzenie mocy jest kawałkiem solidnie wykonanej roboty. Niech moc będzie z Wami!


Plusy + 

- Efekty specjalne.
- Pojawienie się znajomych twarzy. 
- Świetnie wypadające nowe postacie.
- Scenografia i mechatronika są wprost idealne. 


Minusy -  

- Słabo wypadający czarny charakter. Mówiąc w skrócie nie do końca zrównoważony typek, który nie umie zapanować nad sobą i swoimi emocjami. Próbuje być zły na miarę Darth Vadera co mu niestety nie wychodzi. ;)


A wy jak oceniacie Epizod VII? :-)


0

sobota, 27 lutego 2016

[Recenzja] "Świat Cande. Mój pamiętnik, twój pamiętnik"


Pierwsi z Was mogli dorwać swoje egzemplarze książki Cande już 30 stycznia, podczas spotkania z Cande w warszawskim Blue City. Natomiast reszta fanów rudowłosej musiała czekać trochę dłużej, bo do dnia 2 lutego, kiedy to "Świat Cande..." miał swoją oficjalną premierę w całej Polsce. Jak sami widzicie od premiery książki minęło sporo czasu, jednak specjalnie dla osób, które nie mają jeszcze swojego egzemplarzu i wahają się przed kupnem pierwszej książki Cande - przygotowaliśmy krótką recenzję. Zapraszamy... :-) 


Pierwsze wrażenie. Kiedy po raz pierwszy ujrzałem książkę w momencie, w którym do mnie dotarła, od razu rzuciła mi się w oczy i w tym samym momencie zakochałem się w niej. Jeśli chodzi o ten aspekt to "Świat Cande..." mnie zaskoczył, bowiem na zdjęciach, które zobaczyć możemy w sieci książka wyglądała inaczej a wręcz tandetnie. Na żywo szczególnie spodobał mi się jej format. "Świat Cande" nie jest za duży ani za mały - jest idealny. Lubicie czytać książki w czasie jazdy? Jeśli tak to książka Cande jest do tego stworzona, bowiem nie jest ciężka a tym samym duża, dzięki czemu możemy spakować ją choćby do małego plecaczka. Oprócz doskonałego rozmiaru kolejnym plusem książki jest jej twarda oprawa, która jest gwarancją na to, że książka nie ulegnie zniszczeniu. Na okładce dominuję biel i róż. Z przodu widzimy ładny, estetyczny napis "Cande Molfese", tytuł oraz zdjęcie uśmiechniętej rudowłosej. Z tyłu natomiast zobaczyć możemy krótki opis książki oraz krótką informację na temat naszej Cande, oraz zawartości jej książki. :-) 


Oprawa graficzna. Jeśli chodzi o książkę pod aspektem graficznym to jest ona co najważniejsze nie, męcząca dla oka oraz nie jest nazbyt przesłodzona. Układ graficzny całej publikacji jest o dziwo miły i utrzymany w jednym tonie. Razem te elementy dają uroczą harmonijną całość. Zawartość. Tak jak można domyślić się po samym tytule książka Cande jest pisana w formie pamiętnika. Tak jak pamiętnik czyta się ją szybko, lekko a przede wszystkim przyjemnie. Od samego początku książki Cande stara się wprowadzić nas w różne aspekty swojego życia. Na początku otwiera przed nami swój świat kulinarny, jednocześnie tym samym zostawiając nam miejsce na sporządzenie m.in. naszego ulubionego, jak i znienawidzonego jadłospisu. Następnie rudowłosa dzieli się z nami swoją codzienną rutyną dotyczącą jej snu oraz rytuałami, które praktykuję zawsze przed swoim snem. Dużą część swojej książki Cande poświęca także swojej rodzinie, a także swojemu chłopakowi (Ruggero). Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest jej przyjaciołom. Pokazuje nam w nim swoich przyjaciół oraz wraca do wspólnie spędzonych chwil oprócz tego także opowiada nam czego nie lubi w swoich przyjaciołach i pyta nas o to samo tym samym dając nam okazję zrobić ze swojego pamiętnika także nasz pamiętnik co jest naprawdę niezwykłe. Ostatnią stronę swojej książki Cande poświęciła na małe podziękowania. Warto wspomnieć o tym, że cała książka jest stworzona nie tylko z zamysłem czytania jej a uzupełniania, bowiem Cande za każdym razem pozwala nam dodać coś od siebie czy to  m.in. stworzyć własny jadłospis. :-^





Podsumowanie. Według mnie, "Świat Cande. Mój pamiętnik, twój pamiętnik" jest pozycją idealną dla każdego Molfesistas, jak i dla każdego fana fioletowej telenoweli. "Świat Cande" to książka, a raczej pamiętnik godny polecenia. Największym atutem książki jest to, że Cande zabiera Nas - czytelników do swojego własnego prywatnego świata. Jest to książka, którą każdy szanujący fan Cande powinien mieć w swojej biblioteczce. :-*

A wy macie już swój egzemplarz "Świata Cande"? :-)
2
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.